Parafia pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Jodłowniku

 

jesteś na: Strona głównaAktualnościNiedziela Synodalna

13. niedziela synodalna (26 sierpnia  2018 r.)

 

PRZEKAZ WIARY W RODZINIE

 

HOMILIA

Ks. dr Michał Dąbrówka

 

„Rodzice pierwszymi katechetami”

 

ORĘDZIE: Bóg uczynił nas swoimi przybranymi dziećmi. Nie jesteśmy Jego niewolnikami, lecz Jego synami i córkami, którzy mogą mówić do Niego „Tato”.

APEL: Bądźcie dla swoich dzieci pierwszymi katechetami. Doprowadzajcie je do spotkania z Bogiem wzorując się na Maryi.

 

Historia dzieje się w Poznaniu. Głęboki socjalizm. Programowa laicyzacja. Wówczas do szkół i przedszkoli chodziły specjalnie szkolone (i opłacane) osoby, które uświadamiały dzieci, że Pana Boga nie ma. Do przedszkola przychodzi pan i siada z dziećmi na podłodze. Pokazuje obrazki i pyta: „Co to jest?”. „Drzewko” – odpowiadają dzieci. „A skąd wiecie, że to jest drzewko?”. „Bo rośnie w lesie albo w parku”. „A to?” – pan pokazuje kolejne obrazki. „Domek! Samochód! Rowerek!” – chórem odpowiadają dzieci. Po takim przygotowaniu pokazuje obrazek Matki Bożej Częstochowskiej. „A co to jest?”. „Matka Boża!”. „A skąd wiecie?”. „Taki obrazek jest w kościele. A ja mam nad łóżkiem!”. „A widzieliście Matkę Bożą jak chodzi po ulicy?”. Cisza… Po chwili pan pokazuje krzyż i przystępuje do ataku: „A widzieliście Pana Jezusa z Matką Bożą, jak chodzą po ulicach pod rękę?”. Cisza… „No właśnie, bo nie ma Pana Jezusa i nie ma Matki Bożej. To sobie tylko dorośli wymyślili”. Na to wstaje sześciolatek i z zaciśniętymi piąstkami odpowiada zdecydowanym głosem: „Proszę pana, mój tatuś jest bardzo mądry, on jest profesorem i uczy studentów. On codziennie klęka przed krzyżem i się modli. On nie klękałby przed kimś, kogo nie ma!”. Tym sposobem malec zakończył wszelkie światopoglądowe dyskusje.

Pomyślcie teraz, jak zachowałyby się wasze dzieci, gdyby spotkały takiego „pana”? Co by mu powiedziały patrząc na wasze życie? Czy – tak, jak ten chłopiec – powiedziałyby: „Bóg jest, bo tata i mama nie klękaliby przed kimś, kogo nie ma”, czy też stwierdziłyby: „Faktycznie – Boga nie ma, bo tata i mama przed nim nie klękają…”

W czasie kolejnej niedzieli synodalnej chcemy pomyśleć nad kwestią przekazu wiary w naszych rodzinach. Chcemy uświadomić sobie, że to rodzice są dla swoich dzieci najważniejszymi katechetami. To od ich wiary zależy w dużym stopniu wiara ich dzieci. Doświadczył tego chociażby św. Jan Paweł II, który tak wspominał swojego tatę: „Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka” (A. Frossard, Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II). To zadziwiające, jak bardzo wiara jego taty wpłynęła na jego wiarę. Tato był dla niego pierwszym katechetą. Także w kwestii wiary sprawdza się więc powiedzenie, że „jaki ojciec, taki syn” i „niedaleko pada jabłko od jabłoni”.

Ale co to znaczy: „przekazać dziecku wiarę”? Pewną intuicję podsuwa nam św. Paweł w drugim czytaniu. Tu nie chodzi jedynie o nauczenie dziecka katechizmowych regułek, przykazań i kontrolowanie, żeby zachowywał prawo Boże. Tu chodzi o coś więcej! Przekazać dziecku wiarę oznacza uświadomić mu: „Możesz mówić do Boga «Tato»! Nie musisz się Go bać. Nie jesteś Jego niewolnikiem, lecz synem, córką. Jesteś naprawdę dzieckiem Bożym!”. Ilu z nas powiedziało tak swoim dzieciom? Ilu z nas ma świadomość, że te słowa odnoszą się także do nas… że Bóg jest naszym Tatą (w najlepszym tego słowa znaczeniu), że nie jesteśmy jego niewolnikami, lecz ukochanymi dziećmi… Wielu rodziców narzeka, że ich dzieci odeszły od przekazanej im wiary. Pytanie jednak – jaką wiarę im przekazali? Na jakim fundamencie się opierała? Na Prawie, czy na Ewangelii? Na „muszę”, czy „chcę”? O wiele łatwiej jest nauczyć dziecko katechizmu i prawa. O wiele trudniej wprowadzić je w osobistą i zażyłą relację z kochającym Bogiem.

Jak więc przekazać dzieciom taką wiarę, o której pisze św. Paweł? Odpowiedź znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Św. Jan stwierdza, że po wszystkim, co wydarzyło się w Kanie Galilejskiej, uczniowie „uwierzyli w Jezusa”. Niewątpliwie przyczyniła się do tego Maryja. Można powiedzieć, że ona była dla nich pierwszym katechetą. Komentując tę Ewangelię św. Jan Paweł II zauważył, że: „W Kanie Maryja jawi się jako «wierząca w Jezusa». Jej wiara sprowadza pierwszy «znak» i przyczynia się do wzbudzenia wiary w uczniach”(Redemptoris Mater, nr 21).

W tym przekazie wiary uczniom kluczowe jest to, że Maryja po prostu sama wierzy! Ma zażyłą relację z Bogiem. Wierzy słowom Ojca, kocha Jego Syna i cała jest wypełniona Duchem Świętym. To jest klucz do przekazu wiary dzieciom. Wskazuje na niego papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia”, kiedy pisze, iż: „Przekazywanie wiary zakłada, że rodzice przeżywają realne doświadczenie zaufania Bogu, poszukiwania Go i odczuwania Jego potrzeby. Tylko w ten sposób – jak mówi Psalmista– «pokolenie pokoleniu głosi Jego dzieła i zwiastuje Jego potężne czyny» (Ps 145,4) i «ojciec dzieciom rozgłasza Twoją wierność» (Iz 38,19)”(nr 287). Innymi słowy mówiąc – nie da się zapalić kogoś, jeśli się samemu nie płonie. Uczniowie zapłonęli wiarą w Jezusa dzięki płomieniowi wiary Maryi. Ona wierzyła w Jezusa, dlatego wiedziała co zrobić, kiedy zabrakło wina. Nie panikowała, nie biegła do sklepu, nie szukała winnych, tylko w wielkim zaufaniu zwróciła się do Niego. Dlaczego? Bo wierzyła, że On może jakoś zaradzić. Być może uczniowie patrzyli na tę ich wyjątkową rozmowę…

Można się zapytać, czy wasze dzieci mają możliwość zobaczyć was w takiej sytuacji wiary? Kiedy tak, jak Ona zwracacie się do Jezusa, kiedy opieracie się na Nim, kiedy rozmawiacie z Nim na modlitwie… A przecież to jest najlepsza forma katechezy. Wskazuje na nią papież Franciszek, który podkreśla, że „Istotne znaczenie ma to, aby dzieci widziały w konkretny sposób, że dla ich rodziców modlitwa jest naprawdę ważna. Dlatego chwile modlitwy rodzinnej i przejawy pobożności ludowej mogą mieć większą siłę ewangelizacyjną od wszelkich katechez i wszystkich przemówień”(Amoris laetitia, nr 288). W ewangelizacji sprawdza się bardzo prosta zasada: „Nie mów o tym, co możesz pokazać”. Nie mów dzieciom o modlitwie, tylko pomódl się z nimi mówiąc do Boga „Tato”. Nie mów dzieciom o spowiedzi, tylko idź razem z nimi na pierwszy piątek. Nie mów dzieciom, że Bóg jest ważny, tylko pokaż im, jak ważny jest dla Ciebie. Dopiero wtedy będziesz mógł im powiedzieć, tak jak Maryja: „Uczyńcie wszystko, co Jezus wam powie”. W przeciwnym razie one tego nie zrobią. Albo zrobią, lecz jako niewolnicy, a nie jako synowie i córki Boga.

Nie da się rozpalić kogoś, jeśli się samemu nie płonie. Dlatego w czasie tej Mszy św. Bóg chce rozpalić w nas płomień wiary. Chce, byśmy się stali pierwszymi katechetami. Więc znowu posyła nam swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Chrystus mówi dzisiaj do każdego i każdej z nas: „Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem, córką! Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej! Bo Ojciec kocha Ciebie tak bardzo jak Mnie. I chce podzielić się z Tobą wszystkim, co posiada”. Jezus przychodzi dzisiaj, aby na nowo wyzwolić nas z niewoli Prawa, czyli z przeżywania naszej wiary, jak jakiegoś przymusu. Napełnia nasze serca Duchem Świętym, abyśmy mogli mówić do Boga „Abba”, czyli „Tato”. 

Przyjmijmy ten dar płynący z Eucharystii. W ten sposób staniemy się najlepszymi katechetami dla dzieci. Sami będziemy płonąć i zapalimy je ogniem wiary. Niech Maryja – ta, która pierwsza uwierzyła – stanie się dla nas wzorem przekazu wiary w rodzinie. 

 

12. niedziela synodalna (29  lipca 2018 r.)

 

RELACJE W RODZINIE WIELOPOKOLENIOWEJ

 

 

HOMILIA

Ks. dr Michał Dąbrówka

 

„Wzajemna wymiana darów”

 

 

ORĘDZIE:Bóg tak ukształtował rodzinę, abyśmy się nawzajem potrzebowali i uzupełniali. 

APEL: Zastanów się, co mógłbyś dać innemu pokoleniu i co od niego przyjąć.

 

 

„Młodzi idą szybciej, ale to starsi znają drogę” – to przysłowie dobrze opisuje relacje między dwoma pokoleniami. Wydaje się, że przemawia ono na korzyść osób starszych, bo to „oni znają drogę”. A przecież na nic zda się nawet najszybszy marsz, jeśli nie wiemy, dokąd zmierzamy. I wydaje się, że właśnie ten błąd popełnia młode pokolenie – coraz szybciej biegnie, jeździ coraz szybszymi samochodami, lata coraz szybszymi samolotami… ale samo nie wie dokąd. Jednak warto spojrzeć na to przysłowie od innej strony. Otóż cóż nam z tego, że dobrze znamy drogę do celu, jeśli nie mamy już sił, żeby nią iść, kiedy ledwo trzymamy się na nogach. W takiej sytuacji cel jest równie odległy jak wtedy, gdy nie wiemy dokąd zmierzamy. Jaki z tego wniosek? Młodzi i starsi potrzebują siebie nawzajem. Bo młodzi mają siły, a starsi znają drogę. „Wymiana darów” – tak najkrócej można by opisać właściwe relacje w rodzinie wielopokoleniowej. I właśnie nad tymi relacjami między dziećmi, młodzieżą, rodzicami i dziadkami chcemy się zastanowić w czasie kolejnej niedzieli synodalnej.

W jednym ze swoich wierszy ks. Jan Twardowski pisze takie słowa: „Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka / gdyby wszyscy byli silni jak konie / gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości / gdyby każdy miał to samo / nikt nikomu nie byłby potrzebny”. Wydaje się, że świat, w którym każdy byłby samowystarczalny, to byłby bardzo smutny świat. Dlatego Bóg w swojej nieskończonej mądrości tak ukształtował rodzinę, abyśmy się nawzajem potrzebowali i uzupełniali. Starsi – młodszych, młodsi – starszych. Bo jak pisze dalej ks. Twardowski: „nawet to czego nie mam komu dać / zawsze jest komuś potrzebne”. Tak to ukształtował Bóg i On wiedział, co robi. Każdemu pokoleniu coś dał i jednocześnie u każdego pokolenia dopuścił jakiś brak. Młodym dał siłę, ale dopuścił młodzieńczą głupotę. Starszym dał mądrość, ale powoli odbiera im siły.

Dlatego patrząc na dzisiejsze słowo Boże możemy zobaczyć siebie zarówno w tym człowieku z pierwszego czytania, który przyniósł prorokowi Elizeuszowi dziesięć chlebów jęczmiennych i świeże zboże w worku, jak i w tych stu ludziach, którzy zostali nimi nakarmieni. Jesteśmy także podobni zarówno do tego chłopca z Ewangelii, który ma pięć chlebów i dwie ryby, jak i do tego tłumu, który nie ma nic do jedzenia. Bo każdy z nas należy do pokolenia, które ma czym się podzielić i jednocześnie czegoś potrzebuje od innych pokoleń. Niestety często o tym zapominamy myśląc, że to właśnie nasze pokolenie ma już wszystko, czego potrzeba. Bo jesteśmy młodzi i mamy siłę, bo jesteśmy dorośli i wreszcie niezależni, bo jesteśmy w podeszłym wieku i nic głupiego już nie zrobimy…

Aby więc doszło do cudu wzajemnej „wymiany darów” między pokoleniami, trzeba najpierw przeprowadzić małą inwentaryzację. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – co szczególnego ma moje pokolenie? Czym się mogę podzielić? Inaczej mówiąc – co stanowi moje „pięć chlebów i dwie ryby”?

Zacznijmy od dzieci. Co możecie dać starszym? Na przykład swoje wyjątkowe spojrzenie na świat, które my – dorośli – tracimy z biegiem lat. Autor książki „Mały Książe” tak o tym pisze: „Jeżeli opowiadacie dorosłym o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie: «Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?». Oni spytają was: «Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?».Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu”. A przecież to, czy ktoś zbiera motyle jest równie ważne jak to, ile ten ktoś ma lat! Jeśli ktoś myśli inaczej, to znak, że powinien się dużo uczyć od dzieci, bo jego spojrzenie na świat bardzo „zdoroślało”... Innym darem, który możecie dać jest wasza czułość i wrażliwość. Pamiętajcie, że rodzice i dziadkowie uwielbiają, kiedy ich przytulacie, całujecie i głaszczecie po głowie. Uwielbiają też, kiedy dzwonicie do nich i mówicie, że bardzo ich kochacie. Czasem bardzo im tego brakuje.

A czym mogą podzielić się młodzi? Chociażby ciągłym pragnieniem zmieniania tego świata na lepsze. Bo „kiedy Jezus dotyka serca młodego mężczyzny czy młodej dziewczyny, to są oni zdolni do naprawdę wielkich dzieł”– mówił papież Franciszek w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Zauważył, że jest w was pragnienie, aby „przeciwstawić się tym wszystkim, którzy mówią, że nic nie może się zmienić”. Tymczasem my dorośli często przyzwyczajamy się do tego, jak jest – nawet jeśli jest byle jak.  Bo właśnie mówimy sobie, że przecież „nic nie da się zmienić”. Dlatego potrzebujemy was, żebyście nas ciągle zachęcali do zmian i nam w tych zmianach pomagali.

Czym mogą podzielić się dorośli? Bynajmniej nie tylko ciężko zarobionymi pieniędzmi. W czasie spokojnych rozmów z dziećmi czy wnukami mogą podzielić się swoim bogatym doświadczeniem życiowym i mądrze doradzić. W kuchni, warsztacie, czy w ogrodzie mogą podzielić się swoimi wyjątkowymi umiejętnościami. Mogą zarazić młodsze pokolenie jakąś swoją szczególną pasją. Albo po prostu przekazać im swoją głęboką wiarę. Tych rzeczy jest tak wiele! Trzeba tylko dostrzec, że także ty bracie i siostro – jak ten chłopiec z dzisiejszej Ewangelii – masz swoje pięć chlebów i dwie ryby, którymi możesz posłużyć innym.

Jednak widząc ogrom ich potrzeb być może zastanawiasz się, jak św. Andrzej w dzisiejszej Ewangelii – „cóż to jest dla tak wielu?”. Czy wystarczy im to, co mogę im dać? Stoimy dzisiaj na tej Eucharystii jak ten chłopiec z pięcioma chlebami i dwiema rybami. Stoimy z tym, co ma nasze pokolenie. Z naszą wiarą, doświadczeniem, entuzjazmem, spojrzeniem na świat. Niby świadomi, że coś mamy, jednak trochę bezsilni. Bo otaczają nas inne pokolenia, które mają ogromne potrzeby. Zresztą sami czegoś od nich potrzebujemy. A Jezus, jakby chciał nam powiedzieć – „Spokojnie! Uwierz, że to wystarczy! Oddaj to, co masz, a Ja zajmę się resztą. Tylko nie zatrzymuj tego dla siebie. Podziel się, a ja zadbam o cud”.

Za chwilę – po modlitwie wiernych – nastąpi obrzęd ofiarowania darów. Do ołtarza zostaną przyniesione chleb i wino. Są one znakiem tego, co może wnieść w życie rodzinne twoje pokolenie. Są one znakiem tego, co chcemy oddać dzisiaj w ręce Jezusa, aby to przyjął, pobłogosławił, pomnożył i rozdał innym. Już teraz pomyślmy, co możemy przez Jego ręce ofiarować innym. Niezależnie od tego, czy jest to wiara, doświadczenie, entuzjazm, czułość, czy coś innego. Ofiarujmy to najpierw Jezusowi, aby potem móc to ofiarować innym. Połóżmy to na ołtarzu razem z darami chleba i wina. Ale pomyślmy także o tym, czego my sami od nich potrzebujemy… czym oni mogą nas nakarmić? Niech to będzie konkretne zadanie na najbliższy czas. Starajmy się – patrząc na inne pokolenia – szukać nie tylko tego, co możemy im dać, ale także tego, co możemy od nich zaczerpnąć. Bo nawet od dzieci można otrzymać coś, czego bardzo potrzebujemy. A znakiem tego jest ten mały chłopiec z dzisiejszej Ewangelii.

„Nierówni potrzebują siebie” – pisał w przytaczanym już wierszu ks. Jan Tarnowski. I dziękował Bogu, że Jego sprawiedliwość jest właśnie nierównością. Bo to przecież sam Bóg zechciał, aby każde pokolenie czymś szczególnym się wyróżniało i czegoś szczególnie potrzebowało. Młodzi mają siłę, ale gubią cel. Starsi znają cel, ale coraz bardziej brakuje im sił. Może więc warto zobaczyć to, co mam i czego nie mam, a co ma inne pokolenie – co mają dzieci, młodzi, rodzice czy dziadkowie. Może warto zacząć się wymieniać tymi darami? Warto! Bo wtedy wszyscy będziemy mieli wszystko.